Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-12-24 przez MikolajTD

Dzień 95 – Spontan

Dzień 95 – Spontan
2024-12-24 przez MikolajTD

Kolejny dzień w raju. Nie zamierzam się spieszyć. Poranek przypomina to co było wczoraj. I dobrze.
Niestety dziś już sielanka nie trwa zbyt długo. Jest sobota. Czyli jutro niedziela. Czyli wypadałoby dotrzeć do kościoła. To raz. Po drugie, czas najwyższy zrobić pranie. Takie prawdziwe w pralce. Nie pod prysznicem. Po trzecie trzeba wymienić dolary na baty. W sensie na tajską walutę. Nie żebym ja coś ten…

Okazuje się, że babeczka mieszka na wsi z córką. I ma tam mały niezamieszkany domek. Także oferuje mi dach nad głową. Tajskiej gościny jeszcze nie zaznałem bezpośrednio. No i w sumie jestem ciekaw jak wygląda tutaj wieś. Biorę.

50km stąd w stronę Cha-am znajduje się miejscowość HuaHin. Jest tam wszystko czego mi potrzeba. Kościół otwarty jutro rano więc nie ma rady. Trzeba tam dojechać dziś wieczorem. Biorę głęboki wdech… I w drogę.
Początek idzie spokojnie. Wracam tą samą trasą, którą tu przyjechałem przedwczoraj. Docieram do Cha-am i tu zaczynają się schody. Ciężko coś złapać. Stoję sobie w takim miejscu przy drodze, przy którym zatrzymuje się bardzo dużo aut. Wygląda na to, że ludzie przyjeżdżają tu tylko po to żeby się obkupić u jakiegoś lokalnego sprzedawcy streetfoodu. Ziomek sprzedaje „coś”. Nawet po zjedzeniu nie jestem pewien co to było. Na pewno gotowane w tłuszczu. I na pewno bardzo dobre. Za pomijalne kalkulacyjnie pieniądze. Za to bardzo sycące. Jak chcesz dobrze zjeść w podróży, patrz co kupują lokalsi.
W końcu coś łapie. W środku cztery panny wesoło podśmiechują coś sobie pod nosem. Ale zabiorą. I dowiozą na miejsce.
Pierwsze wrażenie w HuaHin jest… Jednoznaczne. Nie fajnie. Znowu duża, turystyczna miejscowość. Zanim doszedłem na plażę to 3 razy mnie już naciągali na taksówkę. 3 razy do restauracji. 2 razy na masaż. A jak już doczłapałem się do plaży to było tylko gorzej. Plażowe knajpki, masaże, kocyki, leżaczki, sraczki… W dodatku kupa ludzi i wieje jak cholera. Woda podpływa do samego zejścia na plażę. Zalewa leżaczki. O co tu chodzi?
Miasto ma swój klimat. Ale też jakoś tu tak… Nieprzyjemnie. Uwagę przykuwają salony masażu, przed którymi zawsze siedzi kilka uśmiechniętych, uroczych, kuso ubranych panienek. Albo starszych babeczek. Albo ladyboyów. Niektóre z nich (salony) jakoś się kamuflują. Ale wiele swoimi transparentami jasno daje do zrozumienia o co faktycznie chodzi w środku. To krypto burdele. Prostytucja formalnie jest w Tajlandii nielegalna. W praktyce kamufluje się ją właśnie takimi salonami „masażu”. Staram się nie oceniać. Ale jakoś nie wierzę, że te uśmiechnięte dziewczęta są zadowolone ze swojej pracy. I jakoś nie widzę w tym nic zachęcającego ani podniecającego. Dla mnie to widok z jednej strony odpychający, a z drugiej… Przykry po prostu.
Idę kawałek dalej. Jakiś obiadek po drodze. Jedzonko słabsze niż to co miałem w „swojej” wiosce. I droższe. I jeszcze babeczka mi policzyła za to, że się podłączyłem do gniazdka xD. Kolejny powód żeby tu zbyt długo nie zostawać. Idę dalej. Docieram do celu. Kawał kościoła. Teren otwarty. Informacji o mszach brak. No ale z internetów wynika, że będzie jutro o 10.30. Ok. Będę.
Idę dalej. Obok kościoła jest chyba szkoła. Wygląda dziwnie jak na szkołę. Ale skoro są tu dzieciaki w mundurkach to chyba szkoła. Chyba katolicka. Jest też sensowne boisko. Ogólnie całkiem spory kompleks. A jeszcze kawałek dalej jest centrum handlowe. Idę zobaczyć. Wciąż jestem głodny. I bateria w powerbanku się kończy. No to idę do KFC. Akurat jest tutaj. Tak. Pierwszy raz chyba w Azji od czasu Kazachstanu. A co tam. Ileż można jeść tego tajskiego żarcia. Zwłaszcza, że oferta KFC w tym kraju jest bardzo przyjemna.
We wspomnianym centrum handlowym chyba pierwszy raz czuję troszeczkę klimat zbliżających się świąt. Są jakieś ozdoby. Jakieś pioseneczki. No i jest koncert. Całkiem przyjemny. Tajowie potrafią się bawić.
W restauracji wyłapuje mnie babeczka w średnim wieku. Zagaduje, dopytuje co to ze mną chodzi. Widać wystarczy być białym i mieć plecak żeby ludzie się tobą tutaj interesowali. Przy czym to co wydaje się być charakterystyczne dla Tajlandii to taka pewna otwartość tutejszych kobiet. Chętnie biorą na stopa nawet jak jadą same. To zasadniczo zdarza się bardzo rzadko w innych rejonach świata. Uśmiechają się.  Same zagadują itd. 
Okazuje się, że babeczka mieszka na wsi z córką. I ma tam mały niezamieszkany domek. Także oferuje mi dach nad głową. Tajskiej gościny jeszcze nie zaznałem bezpośrednio. No i w sumie jestem ciekaw jak wygląda tutaj wieś. Biorę.
Babeczka była skuterem. Więc przejazd nie należał do najprzyjemniejszych. I trwał dłużej niż się spodziewałem. Ale na miejscu dostaje domek z łazienką do własnej dyspozycji i domowe tajskie jedzonko. Tzn. kurczaczek z ryżem – klasyk;)
Babka w miarę śmiga po angielsku także można się też dowiedzieć czegoś o kraju. Jest fajnie:)

[modula id=”1166″]

Poprzedni artykułDzień 94 - Mały Tajski RajNastępny artykuł Życzenia

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta